Serbia w majowy weekend


Wstęp


Majówkę miałem zaplanowaną już z pół roku wcześniej, ale kompletnie nie wiedziałem, dokąd właściwie pojadę. Wiedziałem tylko jedno — jadę gdzieś motocyklem. I tak mijały tygodnie, a ja dalej bez konkretów. Dopiero dosłownie kilka dni przed wyjazdem, może tydzień, napisał do mnie mój były kolega z pracy. A że jest Serbem, to rzucił: „Przyjeżdżaj do mnie na majówkę, będę w domu rodzinnym, mam dużo miejsca, będziesz spał jak u siebie”.

I powiem wam — to była ta iskra, której potrzebowałem. Serbia? Nigdy tam nie byłem, a zawsze chciałem zobaczyć, jak to wygląda naprawdę, nie tylko z opowieści. Pomyślałem: „Czemu nie? Spontan jest najlepszy”. No i podjąłem decyzję. Pakuję moto i lecę do Serbii.

Tak też zrobiłem. W majowy weekend wyruszyłem w trasę i kilka dni później miałem już na liczniku około dwóch tysięcy przejechanych kilometrów. Widziałem sporo fajnych miejsc, poznałem ciekawych ludzi i przeżyłem parę momentów, które zapamiętam na długo.

Co dokładnie zobaczyłem, gdzie byłem i co tam właściwie się działo — o tym właśnie opowiem wam w tym wpisie. Wrzuce tutaj też zdjęcia, no i oczywiście linki do filmów. Całą relację w wersji wideo znajdziecie jak zawsze na moim YouTubie.


Dzień wyjazdu


Pierwszego maja, w czwartek, wypadał mój właściwy dzień wyjazdu. Ale ponieważ nie znoszę jeździć autostradami motocyklem, a z mojego domu w Mödlingu pod Wiedniem do miejsca, gdzie mieszka mój kolega w Serbii, było ponad 700 kilometrów autostradami, stwierdziłem, że zrobię to po swojemu.
Czyli: wyjeżdżam dzień wcześniej – 30 kwietnia, w środę, po pracy.

Plan był prosty:
autostradą tylko do granicy z Węgrami, a potem już wyłącznie drogi lokalne – tak jak lubię.

Nocleg zarezerwowałem sobie wcześniej przez Booking, gdzieś na Węgrzech, żeby rozłożyć trasę na dwa dni. I tak też zrobiłem.

Po przekroczeniu granicy i zjechaniu z autostrady, odpaliłem spokojną jazdę przez węgierskie miejscowości. Po drodze zrobiłem sobie krótką przerwę nad Balatonem – wypiłem kawę, coś przekąsiłem, chwilę popatrzyłem na wodę. Idealny reset po pracy i przed dalszą trasą.

🪶 Niespodziewane spotkanie z… kuropatwą

Chwilę po tej przerwie, gdy jechałem już dalej w stronę noclegu, wydarzyło się coś, czego totalnie się nie spodziewałem.
Z krzaków przy drodze wystrzeliła kuropatwa i przeleciała mi dosłownie przed samą szybą. Odbiła się i walnęła w tylny kufer z takim hukiem, że motocykl aż się zatrząsł.

Nie będę ukrywał — wystraszyłem się niesamowicie.
Zatrzymałem się po chwili, żeby trochę ochłonąć. W lusterku widziałem tylko, że ptak leżał na jezdni i raczej nie miał szans. Sytuacja potrwała kilka sekund, ale adrenalina skoczyła jak po nagłym hamowaniu na mokrej nawierzchni.

🍻 Wieczór w noclegu – piwo, pizza i Liga Mistrzów

Po tej mało przyjemnej przygodzie ruszyłem dalej i w końcu dojechałem do noclegu (link wrzucę niżej).
Na szczęście miejsce okazało się bardzo fajne — w hotelu był bar i telewizor, a tego dnia Barcelona grała półfinał Ligi Mistrzów.

Jako fan piłki nożnej usiadłem przy piwie, pizzy i obejrzałem mecz razem z właścicielem i kilkoma lokalnymi chłopakami. Mega przyjemny, spokojny wieczór po całym dniu jazdy i po tej stresującej akcji z kuropatwą.


Dzień pierwszy 01.05.2025


Rano wstałem, zjadłem śniadanie w hotelu (było w cenie), spakowałem się i około 8:30 ruszyłem w stronę granicy z Serbią. Drogi spokojne, wioski, mały ruch — idealny start dnia. Tuż przed granicą włączyłem eSIM na Serbię, który kupiłem wcześniej. Pierwszy raz używałem i później okazało się, że to świetna decyzja.

Nowy Sad – pierwsze duże miasto w Serbii

Po przekroczeniu granicy pierwszym dużym miastem na trasie był Nowy Sad. To drugie co do wielkości miasto Serbii, około 300 tys. mieszkańców, a w 2022 roku było Europejską Stolicą Kultury.
Tym razem tylko przejechałem przez centrum i pojechałem dalej, bo celem był Belgrad.

Nieprzyjemny widok na drodze

Gdzieś za Nowym Sadem trafiłem na niemiłą sytuację — na poboczu stał samochód, który musiał dopiero co stanąć w płomieniach. Cały się palił, a obok stała przerażona rodzina.
Widok, który daje do myślenia, jak szybko może zmienić się sytuacja na drodze.

Belgrad – stolica Serbii, którą warto zobaczyć

W końcu dotarłem do Belgradu. Zaparkowałem motocykl w centrum i zrobiłem sobie porządny spacer, żeby poczuć klimat miasta.

Belgrad to naprawdę żywe, głośne i pełne kontrastów miasto. Z jednej strony nowoczesne knajpy, bary, sklepy, a z drugiej stare budynki, zabytki i miejsca, które pamiętają jeszcze czasy Jugosławii.
Miasto liczy około 1,4 miliona mieszkańców, więc sporo się tam dzieje, a ruch na ulicach — jak to w dużej stolicy — momentami potrafi przytłoczyć. Ale jednocześnie ma to swój klimat.

Przeszedłem się po centrum, wpadłem nad rzekę, zajrzałem w boczne uliczki, porobiłem zdjęcia i nagrałem kilka ujęć. Belgrad ma coś takiego, że człowiek od razu czuje, że to „duży, trochę szalony organizm”, ale jednocześnie bardzo ciekawy.

Jeśli będziecie kiedyś w okolicy, naprawdę polecam zatrzymać się chociaż na kilka godzin. Warto przejść się po centrum, zobaczyć Kalemegdan, wybrać się nad Dunaj czy Sawa Promenadę.
W filmie na YouTube pokazuję krótkie ujęcia z miasta, a zdjęcia wrzucę do galerii obok.

Zamknięta droga i „lokalny skrót”

Wyjeżdżając z Belgradu, trafiłem na zamknięty most i remont drogi. Już miałem robić spory objazd, ale pojawił się lokalny gość i powiedział, że obok jest prowizoryczny przejazd dla pieszych, którym bez problemu przejadę motocyklem.
Było wąsko jak diabli — musiałem nawet zdjąć kufry — ale facet mi pomógł i dzięki temu nie nadkładałem drogi. Super sytuacja, fajny człowiek.

Most kolejowy – coś, czego jeszcze nie widziałem

Kawałek dalej trafiłem na coś kompletnie nietypowego. Jechałem asfaltem i nagle droga… połączyła się z mostem kolejowym. Dosłownie tory i przejazd dla samochodów w jednym miejscu.
Były szlabany i światła, więc przejazd był legalny, ale wyglądało to dziwnie i przez chwilę miałem wątpliwości, czy to na pewno dla mnie.
Ciekawy, trochę stresujący, ale fajny moment.

Pierwszy odcinek 

Dotarcie do Despotovac

Po południu wjechałem do Despotovac, gdzie mieszka mój kolega. Rozpakowałem motocykl, wykąpałem się i po chwili pojechaliśmy jeszcze na kolację.
Zjedliśmy przepyszne bałkańskie jedzenie, wypiliśmy po piwie, pogadaliśmy i wróciłem spać.
A w głowie miałem już plan na kolejny dzień.


Dzień drugi 02.05.2025


Kolejnego dnia rano, szybko ogarnąłem sprzęt i ruszyłem w drogę. Około dziewiątej byłem już w centrum miasteczka na małym śniadaniu w lokalnej piekarni — kawa, serbski burek i mogłem zaczynać zwiedzanie.

Monaster Manasija – pierwsze miejsce na dziś

Pierwszym punktem był Monaster Manasija w Despotovac. Przepiękne miejsce, perfekcyjnie zachowane, robi ogromne wrażenie, kiedy stoi się w środku murów.
A czym właściwie jest Manasija? To średniowieczny klasztor prawosławny z XV wieku, otoczony potężnymi murami obronnymi — wygląda trochę jak połączenie twierdzy i świątyni.
Miejsce absolutnie warte odwiedzenia.


Piękne zakręty, widoki i droga ku Dunajowi

Po zwiedzaniu ruszyłem dalej. Droga była idealna — zakręty, lekkie podjazdy, górki, zielone lasy. Kierowałem się na północ, w stronę granicy z Rumunią i Dunaju.

Po drodze zatrzymywałem się kilka razy przy małych jeziorkach i punktach widokowych. Robiłem zdjęcia, nagrywałem ujęcia i oczywiście mój ulubiony moment: przerwa na kawe na poboczu.
Żadnych restauracji — tylko ja, motocykl i piękny widok. Takie chwile uwielbiam najbardziej.


Monaster Tumane – piękne, ale zatłoczone

Po kilku kilometrach dojechałem też do Monasteru Tumane. Niestety tego dnia było tam mnóstwo ludzi — długi weekend, więc i Serbowie ruszyli na zwiedzanie.
Zobaczyłem kolejkę i uznałem, że jadę dalej. Zostawię to sobie na inny raz.


Golubac – turystyczne miasteczko nad Dunajem

Po południu dojechałem do Golubac, pięknego turystycznego miasteczka położonego nad Dunajem.
W tym miejscu Dunaj jest naprawdę ogromny, szeroki, spokojny — robi niesamowite wrażenie.

Tuż obok znajduje się mój główny cel dnia:

 

Twierdza Golubac – perełka nad Dunajem

To właśnie Twierdza Golubac była moim głównym celem na dzisiaj. I naprawdę wygląda jak z bajki — średniowieczne mury i strzeliste wieże stojące dosłownie nad wodą, tuż przy szerokim Dunaju.
Widok robi ogromne wrażenie, zwłaszcza kiedy podjeżdża się od strony rzeki. Całość wygląda tak, jakby ktoś specjalnie ustawił tę twierdzę dla idealnego ujęcia do filmu.

Twierdza została wybudowana w średniowieczu, miała kontrolować przeprawę przez Dunaj i strzec wejścia do słynnego przełomu Dunaju, tzw. Żelaznych Wrót. Jak się ją ogląda, to od razu widać, że miejsce było strategiczne – strome skały, szeroka rzeka, a na środku potężne mury.

Niestety… kolejka po bilety była tak ogromna, że po około 15 minutach stania zorientowałem się, że praktycznie w ogóle się nie przesuwamy.
A że miałem jeszcze długi kawałek drogi przed sobą i chciałem wrócić przed zmrokiem, musiałem podjąć decyzję:

Odwiedzę to miejsce innym razem, już na spokojnie.

Trochę szkoda, bo wygląda niesamowicie z zewnątrz i bardzo chciałem wejść do środka, ale takie sytuacje to część podróżowania — nie zawsze da się wszystko zrobić jednego dnia.a

No nic, wrzuciłem bieg i pojechałem dalej wzdłuż Dunaju, a sama twierdza ląduje na mojej liście na kolejne wypady


Trasa wzdłuż Dunaju – polecam każdemu

Za Golubac zaczyna się jedna z najpiękniejszych tras w Serbii (nr.34) Jechałem wydłóż dunaju rok wcześniej po stronie rumuńskiej, ale strona serbska robi równie duże wrażenie.

Widoki na rzekę, urwiska, tunele, skały… Przepiękne. Polecam każdemu, kto będzie w tej części Bałkanów.


Przypadkowa restauracja z widokiem

W pewnym momencie, jadąc trasą nr 34, odbiłem w prawo, kierując się z powrotem w stronę Despotovac.
Dosłownie chwilę później zaczęły się piękne serpentyny, które wiodły ostro pod górę.

Kiedy wyjechałem na sam szczyt, zauważyłem restaurację za naprawdę fantastycznym punktem widokowym na Dunaj.
Zatrzymałem się tam na krótką przerwę – coś chłodnego do picia, kilka zdjęć i moment odpoczynku z panoramą rzeki.

Namiar na to miejsce podam wam niżej, bo zdecydowanie warto tam zajrzeć.


Kopalnia Majdanpek - krótko, ale konkretnie

Kopalnia Majdanpek to jedno z tych miejsc, które robią wrażenie jeszcze zanim się człowiek zatrzyma.
Nagle krajobraz zmienia się z zielonych wzgórz i lasów na coś, co wygląda jak olbrzymi krater wykopany przez kosmitów.
To jedna z największych kopalń miedzi w Serbii – działa tu już od starożytności, ale to, co widać dzisiaj, to typowy ogromny odkrywkowy kombajn, który po prostu zjada całe zbocza gór.

Patrząc z góry widzi się gigantyczne, schodkowe poziomy wycięte w ziemi, a na dole malutkie — z tej perspektywy — ciężarówki i maszyny, które w realu mają wysokość domu.
To robi ogromne wrażenie, szczególnie kiedy jedziesz tam na motocyklu przez lasy i nagle otwiera się taki księżycowy krajobraz.

Można zatrzymać się na kilku punktach widokowych przy drodze — ja też tak zrobiłem.
Nie planowałem tego, ale zatrzymałem się dosłownie z wrażenia.
To miejsce pokazuje skalę pracy górniczej, ale też to, jak różnorodna jest Serbia: od klasztorów, przez zielone doliny, po takie industrialne potwory ukryte w górach.

Jak ktoś będzie tutaj albo przejeżdża tą trasą — naprawdę warto zjechać choć na chwilę i zobaczyć to z bliska.


Dzicz, boczne drogi i totalny spokój.

Po kopalni pojechałem już bocznymi drogami — przez wioski, łąki, gęste lasy. Uwielbiam takie klimaty. Cisza, natura i droga tylko dla mnie. Rozmyślałem o kanale, o nagrywaniu, opowiadałem o tym we vlogu.
Ten odcinek był jednym z moich ulubionych tego dnia. Jedyne co mi przeszkadzało, to stan nawierzchni w niektórych miejscach — dziury, wyboje, trochę trzeba było uważać. Ale mimo tego — bajka.

Mały problem z kamerą

Po drodze miałem też mały incydent — pękło mi mocowanie kamery na szczęce kasku i cały uchwyt poleciał na asfalt.
Musiałem przełożyć kamerę na górę kasku, żeby móc dalej nagrywać. Całe szczęście, że kamera przeżyła.

Wieczorny powrót

Dojechałem do miejsca noclegowego już po zachodzie słońca. Zmęczony, ale mega zadowolony. Zjadłem kolację, chwilę posiedziałem z kolegą i padłem spać. Dzień był długi, intensywny i pełen pięknych miejsc.


Dzień trzeci 03.05.2025


Kierunek: południe Serbii → granica z Kosowem → zachód w stronę Bośni

Rano pożegnałem się z kolegą, podziękowałem mu za gościnę i ruszyłem dalej, bo plan na dziś miałem już zupełnie inny. Chciałem zjechać najpierw na południe, w stronę Kosowa, a później odbić na zachód — kierunek: Bośnii.
Oczywiście boczne drogi, tak jak najbardziej lubię.


Wiejski klimat Serbii

Trasa od samego rana była przepiękna — wioski, gospodarstwa, ludzie pracujący w polu.
Czasem trafiałem na drogi szutrowe, czasem na asfalt, a co jakiś czas… małe, dosłownie kilku–grobowe cmentarzyki tuż przy drodze. To mnie naprawdę zaskoczyło — u nas czegoś takiego raczej się nie spotyka, a tam to normalny widok.


Park Narodowy Kopaonik

Wjechałem do Parku Narodowego Kopaonik (wstęp 300 dinarów, ok. 10 zł).
To największy masyw górski w Serbii, słynący z kurortów narciarskich, pięknych tras i widoków.

Jadąc przez park, zauważyłem boczną drogę prowadzącą w stronę górskiego zbocza.
Nie mogłem jej ominąć — skręciłem i wjechałem w prawdziwą perełkę.
Szerokie polany, górskie ścieżki, cisza i totalny brak ludzi.
Na końcu wspiąłem się aż na taki mały szczyt, z którego widok dosłownie wgniatał w fotel.


Przerwa na kawę w moim stylu

Jadąc dalej, trafiłem na ławeczkę ze stolikiem z boskim widokiem na góry.
Standardowo — zaparzyłem sobie kawę, porobiłem zdjęcia i chwilę się wyciszyłem.
Takie momenty kocham najbardziej.

Podczas tej przerwy znalazłem fajny kompleks drewnianych domków — zapisałem sobie to miejsce na nocleg.
Bez rezerwacji, po prostu chciałem dojechać i dogadać się na miejscu.


Trasa 198 → 29 

Kolejny odcinek to trasa 198, którą naprawdę polecam każdemu motocykliście: świetny asfalt, zakręty i piękne widoki.
Później odbiłem na trasę 29 — równie cudowną.

Po drodze miałem jeszcze kilka objazdów przez szutry, ale dla mnie to tylko bonus.


Nocleg w okolicach Kanionu Uvac

W końcu dojechałem w okolice Kanionu Uvac.
Okazało się że są to świetne drewniane domki "Etno selo Vezirov Ranč" z pięknym widokiem na okolicę — dogadałem się z właścicielem na 37 euro ze śniadaniem, naprawdę super cena jak na takie miejsce.
Namiary i kilka zdjęć wrzucę wam poniżej, bo szczerze polecam zarówno ten nocleg, jak i cały region — absolutna perełka Serbii.

Usiedliśmy jeszcze na chwilę z właścicielem przy kawie, pogadaliśmy, później wskoczyłem pod prysznic i… miałem jeszcze sporo czasu przed zachodem słońca.
Dlatego zdecydowałem się ruszyć na jeden z kilku punktów widokowych na Kanion Uvac — idealny moment, żeby zobaczyć to miejsce w najlepszym świetle.


Kanion Uvac – perełka Serbii

To było miejsce, na które czekałem cały dzień. Co to jest Kanion Uvac?

Uvac to jeden z najpiękniejszych kanionów na Bałkanach — słynie z charakterystycznych, wijących się jak serpentyny zakoli rzeki, które tworzą niesamowity krajobraz.
To obszar chroniony – rezerwat przyrody, a jednym z jego symboli jest sęp płowy, który żyje tu w naturalnych warunkach.
To jedno z najrzadszych miejsc w Europie, gdzie te ptaki można obserwować na żywo, kołujące nad kanionem.

 


Punkt widokowy/Veliki Vrh

Z parkingu można iść pieszo około 800 metrów do tego punktu widokowego. Ścieżka prowadzi przez las i nagle… otwiera się panorama, jak z innej planety – ogromne meandry rzeki, przepaście, potężne ściany skalne. Widok absolutnie wart każdego kilometra.


Kolacja i nocleg

Po zachodzie słońca zjechałem do najbliższego miasteczka, coś zjadłem i wróciłem do mojego drewnianego domku.
Zmęczony, ale szczęśliwy.
Jutro czeka mnie kolejny piękny dzień.


Dzień czwarty 04.05.2025


Dzień kolejny — niedziela. Podróż w stronę Bośni i północy Serbii

Rano jak zawsze czekało na mnie przepyszne śniadanie przygotowane przez właścicielkę domków. Usiadłem z nią jeszcze na chwilę, porozmawialiśmy, a na koniec upiekła mi świeżą bułkę z własnego chleba — taką dużą, domową, jeszcze ciepłą. Dała mi ją na drogę „żebyś miał coś dobrego na cały dzień”. I faktycznie, ta bułka z cevapcici w środku robiła za mój obiad aż do wieczora.

Po pożegnaniu ruszyłem dalej, jadąc jeszcze przez dolną część Kanionu Uvac. To zupełnie inne spojrzenie niż z punktu widokowego — ściany skalne wznoszące się nad drogą robią ogromne wrażenie. Zatrzymałem się na chwilę przy tamie i dużym moście, który przecina rzekę. Kilka zdjęć, kilka ujęć i ruszyłem w kierunku Bośni, już powoli kierując się na północ, w stronę Węgier, żeby kolejnego dnia mieć już dużo bliżej do domu.


Drvengrad – miasteczko filmowe Emira Kusturicy

Pierwszy punkt tego dnia to Drvengrad, które miałem zaznaczone na mapie.
I mogę powiedzieć jedno: warto było przyjechać

Drvengrad to miasteczko stworzone przez słynnego reżysera Emira Kusturicę. Wygląda jak żywcem wyjęte z innej epoki: drewniane domy, brukowane alejki, cerkiewka, małe kino, warsztaty i klimat jak z filmu. Wstęp kosztował mnie 300 dinarów (ok. 10 zł) i to naprawdę dobra cena jak za tak wyjątkowe miejsce. Po spokojnym spacerze i kilku zdjęciach ruszyłem dalej, ale Drvengrad zdecydowanie zostaje w głowie na długo.

 


Dvengrad

Drvengrad (znany też jako Küstendorf albo „Etno Selo Mećavnik”) to miasteczko stworzone od podstaw przez słynnego serbskiego reżysera Emira Kusturicę. Powstało na potrzeby filmu Życie jest cudem, ale po zakończeniu zdjęć reżyser nie chciał, żeby filmowa scenografia zniknęła — więc postanowił stworzyć tutaj prawdziwe, żyjące miasteczko.

Dowiedz się więcej »

Park Narodowy Tara – jeden z najpiękniejszych widoków w Serbii

Kolejnym punktem był Park Narodowy Tara, do którego wjazd również kosztował około 10 zł.
To ogromny obszar górski z lasami, wąwozami i dzikimi zakątkami. Ja miałem konkretnie jeden cel: punkt widokowy, który zaznaczyłem sobie wcześniej na mapie "Banjska Stena"

Dojechałem do parkingu, a dalej czekał mnie spacer przez las — około 800 metrów. Na miejscu… bajka. Widok absolutnie wart każdej minuty. Rozległe przestrzenie, lasy ciągnące się po horyzont i głęboki kanion — miejsce, w którym łatwo się zatrzymać na dłużej.

Polecam wam przeznaczyć minimum godzinę lub dwie, żeby to zobaczyć na spokojnie.



Elektrownia Bajina Bašta

Po zjechaniu serpentynami zatrzymałem się jeszcze na punkcie widokowym, z którego widać jedną z najważniejszych budowli w regionie — elektrownię wodną Bajina Bašta.
Tama robi wrażenie, zwłaszcza gdy spojrzy się, jak ogromna jest w porównaniu z rzeką.

Kolejny przypadkowy przystanek… i rozmowa z lokalsami

Jadąc w stronę miasta Šabac, wypatrywałem sobie jakiegoś miejsca, gdzie mógłbym zrobić kawę, chwilę odpocząć i coś przekąsić.
W pewnym momencie zjechałem z asfaltu na małą boczną drogę… i trafiłem na genialną miejscówkę.

Mały punkt widokowy, piękna panorama na dolinę i ogromna huśtawka, którą możecie zobaczyć na miniaturce do pierwszego odcinka z tej serii na YouTube. Totalnie przypadkowe odkrycie, ale właśnie takie lubię najbardziej.

Na miejscu spotkałem grupkę bardzo miłych ludzi. Jeden z nich mówił po niemiecku — okazało się, że jest Serbem, ale na co dzień mieszka i pracuje w Niemczech.
Chwilę pogadaliśmy, pośmialiśmy się, wymieniliśmy parę historii z drogi.
Takie momenty zawsze robią mi dzień — spontaniczne spotkania, zero pośpiechu, po prostu luźna rozmowa w pięknym miejscu.

Po krótkiej przerwie pożegnałem się i pojechałem dalej.

W końcu znalazłem spokojną miejscówkę tylko dla siebie — taką, gdzie mogłem usiąść, zrobić kawę, zjeść coś z tej bułki, którą dostałem rano od właścicielki domków, i na spokojnie poszukać ostatniego noclegu na dziś.


Nocleg w Šabac — miasto kontrastów

Nocleg znalazłem w Šabac. Po rozpakowaniu rzeczy wybrałem się jeszcze wieczorem na miasto, coś zjeść i wypić jedno piwo. I muszę powiedzieć — Šabac to miasto kontrastów.
Z jednej strony stare, zaniedbane kamienice i ciemne uliczki, a za chwilę wyłania się nowoczesna restauracja, ładnie oświetlona, z pięknym wnętrzem. Bardzo ciekawy klimat.


Dzień piąty 05.05.2025


Ostatni dzień – powrót do domu

Ostatni dzień tego wyjazdu to już spokojny powrót do domu. Od rana zapowiadali deszcz na cały dzień, więc podjąłem jedyną rozsądną decyzję:
jadę autostradami, żeby jak najszybciej wrócić.

Nie było sensu kombinować z bocznymi drogami — kiedy pogoda się psuje, na motocyklu liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo i dotarcie do celu bez stresu. Na szczęście wszystko obyło się bez żadnych przygód.
Kilometry mijały spokojnie, a ja w głowie układałem sobie, jak świetny był ten wyjazd i ile nowych miejsc udało mi się zobaczyć.

Do domu wróciłem zmęczony, ale totalnie szczęśliwy — z głową pełną wspomnień i materiału, który teraz mogę wam pokazać w tej serii.



Moja trasy GPX do pobrania poniżej

Gpx Serbia 1 Gpx
Dane geograficzne – 26,4 KB 2 pobrania
Gpx Serbia 2 Gpx
Dane geograficzne – 27,3 KB 4 pobrania
Gpx Serbia 3 Gpx
Dane geograficzne – 27,2 KB 3 pobrania

Ocena: 0 gwiazdek
0 głosów